Prolog

sierpień 8, 2007 at 8:44 pm (Epicka historia, czyli o tym jak bohater pokonał smoka)

Każdy kwiat ma swoją unikalną barwę i swój unikalny kształt.

Kwiat Śmierci ma kształt słońca nabitego na pal, które straciło swój blask przed wiekami.

 

 

Wojna mym życiem. Śmierć, krew, bitwa i zgiełk - wszystko co ją napędza, napędza i mnie.

Jestem jak ogień na kurhanach poległych bohaterów. Pomimo tego iż ogień gaśnie po jakimś czasie, pamięć o bohaterze trwa nadal. Kiedy mój czas przeminie i pójdę w ramiona słodkiej Śmierci, zatopię się w jej ustach i usiądę na honorowym miejscu dla tych, którzy za życia zapełniali jej posiadłości, pamięć o mnie będzie trwała wiecznie.

Jestem Człowiekiem z Pustkowi Świata, Nieokiełznanym Wojownikiem Jej Wysokości Śmierci i Wojownikiem w Fioletowych Płomieniach Astralu. Nikt nie jest w stanie zaskarbić sobie mojego zaufania i nikt nie może nazywać się moim przyjacielem, współpracownikiem, znajomym dopóki ja tego nie powiem. Dobieram sobie ostrożnie znajomych, bo każdy może być wysłany by mnie zabić

Gdy Twój czas się kończy zostaje tylko Śmierć.

Tych, którzy za życia byli słabi czeka tylko osunięcie się w bezdenną nicość, zamknięty okrąg, gdzie wszystko co wchodzi jest bezpowrotnie zamykane i nie można z niego wyjść. Trwa w nim, aż do skończenia świata, nie mając nic, nic nie mogąc robić – po prostu ‘być’, ale równocześnie ‘nie być’, bo istnienia bez jakichkolwiek możliwości nie można nazwać bytem.

Zaś Ci, którzy za życia zbierali Wielkie Żniwa dla Jej Wysokości Śmierci, w chwale zwycięzców są zabierani do miejsca gdzie trafiają wszyscy Ci, którzy dostarczają Śmierci sług i pożywienia w postaci dusz.

Odnośnik Brak komentarzy

Jutro będzie gorzej…

sierpień 8, 2007 at 8:18 przed południem (Ogólny)

Z takim nastawieniem wstałem dzisiaj zastanawiając się po raz -ąty po co ja tak w ogóle zakładałem bloga. 15 minut kontemplacji i doszedłem do wniosku, że potrzebuje więcej czasu.
Ironią losu jest to, że człowiek chociaż czasami czegoś chce i tak tego nie może zrobić.
Nawet jeśli ma aż zanadto czasu. Czemu? Nie wiem, nie mam zamiaru tego roztrząsać, chciałem po prostu mądrze zacząć. Nie wyszło? Tak też sądziłem…

Założyłem tego bloga bez żadnych wyraźnych perspektyw na przyszłość. Pewnie niektórzy z
Was myślą teraz (mam czasami optymistyczne zapędy, teraz chyba też, myśląc, że ktoś to w ogóle przeczyta) - “O czym gada? Jakiś idiota” i wyłączą tą stronę żeby połazić po ciekawszych.
Mądre podejście. Też bym tak zrobił.

Ale wracając do pisania “noci”. Znudzony ruszyłem zapolować coś w lodówce. Zrobiłem parę kanapek, wywaliłem nogi na łóżko obok, uśmiechnąłem się głupio do lustra, na co one (o słodka ironio) odpowiedziało mi tym samym i włączyłem komputer.

Następne kilka minut upłynęło w atmosferze mruczenia pod nosem, przerywanego co jakiś czas tylko soczystymi kawałami mięcha którymi obrzucałem peceta za jego wprost niewyobrażalną umiejętność wyprowadzenia mnie z równowagi, akurat wtedy, kiedy wydaje mi sie, że nic nie zepsuje mi humoru.

Lekko poddenerwowany rzucam urywane spojrzenia na monitor, który co jakiś czas sygnalizuje mi wyłączaniem koloru czerwonego, że chyba wypadałoby go w końcu naprawić. Poczeka. Na razie mam lepsze zajęcia niż grzebanie w stosie kabelków i płytek.

Otworzyłem Mój Komputer. Ładnie, estetycznie i skromnie ułożone ikony (dysk C:, stacja dysków i udostepnione) machały do mnie “weź kurwa przestań obijać dupę o kant biurka i zajmij się tym kompem!”. Niemy na ich błagania kliknąłem dwa razy na dysk twardy. Włączyłem folder “Teksty”.

Patrze…
Nic co mogłoby się przydać na bloga. Szkoda, myślałem że zacznę łatwo, a tak to mam pod górkę. Jakoś to przeżyję - przynajmniej taką mam nadzieję.
Pozostało mi jedynie gadanie o pierdołach i dodawanie co najwyżej jakiś opowiadań pisanych na czysto w trakcie robienia wpisu…

Żałosne.

Odnośnik Brak komentarzy