Jutro będzie gorzej…
Z takim nastawieniem wstałem dzisiaj zastanawiając się po raz -ąty po co ja tak w ogóle zakładałem bloga. 15 minut kontemplacji i doszedłem do wniosku, że potrzebuje więcej czasu.
Ironią losu jest to, że człowiek chociaż czasami czegoś chce i tak tego nie może zrobić.
Nawet jeśli ma aż zanadto czasu. Czemu? Nie wiem, nie mam zamiaru tego roztrząsać, chciałem po prostu mądrze zacząć. Nie wyszło? Tak też sądziłem…
Założyłem tego bloga bez żadnych wyraźnych perspektyw na przyszłość. Pewnie niektórzy z
Was myślą teraz (mam czasami optymistyczne zapędy, teraz chyba też, myśląc, że ktoś to w ogóle przeczyta) – „O czym gada? Jakiś idiota” i wyłączą tą stronę żeby połazić po ciekawszych.
Mądre podejście. Też bym tak zrobił.
Ale wracając do pisania „noci”. Znudzony ruszyłem zapolować coś w lodówce. Zrobiłem parę kanapek, wywaliłem nogi na łóżko obok, uśmiechnąłem się głupio do lustra, na co one (o słodka ironio) odpowiedziało mi tym samym i włączyłem komputer.
Następne kilka minut upłynęło w atmosferze mruczenia pod nosem, przerywanego co jakiś czas tylko soczystymi kawałami mięcha którymi obrzucałem peceta za jego wprost niewyobrażalną umiejętność wyprowadzenia mnie z równowagi, akurat wtedy, kiedy wydaje mi sie, że nic nie zepsuje mi humoru.
Lekko poddenerwowany rzucam urywane spojrzenia na monitor, który co jakiś czas sygnalizuje mi wyłączaniem koloru czerwonego, że chyba wypadałoby go w końcu naprawić. Poczeka. Na razie mam lepsze zajęcia niż grzebanie w stosie kabelków i płytek.
Otworzyłem Mój Komputer. Ładnie, estetycznie i skromnie ułożone ikony (dysk C:, stacja dysków i udostepnione) machały do mnie „weź kurwa przestań obijać dupę o kant biurka i zajmij się tym kompem!”. Niemy na ich błagania kliknąłem dwa razy na dysk twardy. Włączyłem folder „Teksty”.
Patrze…
Nic co mogłoby się przydać na bloga. Szkoda, myślałem że zacznę łatwo, a tak to mam pod górkę. Jakoś to przeżyję – przynajmniej taką mam nadzieję.
Pozostało mi jedynie gadanie o pierdołach i dodawanie co najwyżej jakiś opowiadań pisanych na czysto w trakcie robienia wpisu…
Żałosne.
Dobre złego … początki czy coś w tym stylu
Żeby uzyskać jako takie pojęcie o blogach zaczerpnąłem mistycznej wiedzy pierwszej lepszej blogowiczki (wpisałem w gugle blog i już). Dowiedziałem się, że w blogach chodzi o to, żeby przelewać swoje uczucia na słowa i dzielić się nimi z innymi.
Bezsens? Chyba tak, bo ja nie mam zamiaru dzielić się tym, że właśnie akurat w tym momencie zastanawiam się czy zaczynam się starzeć i dlatego zakładam takie pierdoły czy po prostu mam za dużo wolnego czasu.
A mimo to się podzieliłem. Ironia losu.
Jestem człowiekiem leniwym do granic możliwości, a co sie z tym wiąże, prawdopodobnie blog przestanie istnieć… w najbliższym czasie jeśli tylko nie będzie nikogo z kim mógłbym się kłócić w komentarzach i wyzywać we wpisach. Jakimś cudem jednak prowadze kilka stron internetowych
Prawdopodobnie dlatego, że i tak mam ich „wirtualne życie” gdzieś i mogę jak mi się nudzi wywalać userów.
Kiedy wpadła mi do głowy idea bloga zastanawiałem się o czym on może być…
Pomysłów była masa: od bloga pokemona, którym wyśmiewałbym te fSZyStK!c4 D3B!l! (wszystkich debili), nie znających języka polskiego, bloga o życiu, którego i tak nikt by nie czytał, bloga zabawnego, ale mi słabo wychodzi przelewanie dowcipów na papier, opowiadania, co jest jeszcze mniej sensowne, oraz blogu w formie ironicznych komentarzy dotyczących otaczającego mnie świata.
Tyle.
Nic mi nie spasowało.
W związku z tym założyłem bloga, a o czym będzie okaże się w dopiero po kilku następnych wpisach (jeśli tylko wrodzone lenistwo pozwoli mi na dodanie chociaż jednego).